środa, 6 maja 2015

Rozdział 13

Usiadłam na kolanach chłopaka całując go czule w nos. Uśmiechną się do mnie pięknie, a ja to odwzajemniłam. Poczochrałam go po włosach, a on dźgnął mnie w bok. 
Cieszę się, że z nim jestem. Naprawdę sprawia, że jestem szczęśliwa, a uśmiech nie schodzi z mojej twarzy. 
Kocham go.
Nie wiem, jak to się stało, że skończyliśmy razem. Przecież byliśmy tylko przyjaciółmi. Nie pomyślałam. że po ostatnim rozczarowaniu, jeszcze kiedyś się na to zgodzę. Ale wiem, że to był słuszny wybór. Uwielbiam budzić się widząc jego zaspany, uroczy wzrok. Oglądanie jak szczerze się uśmiecha jest moim absolutnie ulubionym zajęciem.
Mówiłam już, że go kocham?

-Cieszę się, że jesteś - wyszeptał do mojego ucha przygryzając jego płatek
-Też się cieszę - odpowiedziałam uśmiechając się do niego w dół
-Kocham cię Jessie.
-Kocham cię  Dann.

Obudziłam się szybko otwierając oczy. Usiadłam opierając się rękoma o łóżko. Rozejrzałam się po pokoju i stwierdziłam, że to tylko jakiś głupi, bezsensowny sen. Bardzo dziwny. 
Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam, że jest godzina 5:12. Wstałam więc z łóżka i dokładnie je pościeliłam. Dzisiaj jest ten dzień kiedy wracamy do Nowego Jorku. Wybrałam z walizki ubrania na dzisiejszy dzień i poszłam do łazienki. 


Wzięłam prysznic i umyłam włosy, a kiedy to zrobiłam dokładnie się wytarłam i ubrałam. Zawinęłam włosy w turban, umyłam zęby i zrobiłam delikatny makijaż. Wróciłam do pokoju, gdzie dziewczyny ciągle smacznie spały. Danielle wspominała coś wczoraj że wstaje o 6, a jest już pięć minut po, więc postanowiłam ją obudzić.

-Dan - powiedziałam podchodząc do jej łóżka - Hej Danielle wstawaj! - dźgnęłam ją w bok, a ona otworzyła zaspane oczy
-Która jest? - jęknęła
-Po szóstej - wyjaśniłam wyciągając walizkę i schowałam do niej piżamę i kosmetyczkę
-Dziękuję - uśmiechnęła się i usiadła na łóżku opierając się o ścianę. 

Niedługo po tym wstały też Nicole i Charlie. Danielle pakowała swoją walizkę, ja suszyłam włosy, Charlie zajęła łazienkę, a Nicola poszła po coś do Lily. O godzinie 8:00 zeszłyśmy na zbiórkę w holu na parterze. Miałyśmy jeszcze pół godziny, ale zdecydowałyśmy, że wskoczymy do spożywczaka obok po jakieś bułki na śniadanie. 
Wzięłam sobie dwa maślane croissanty bez nadzienia. Oczywiście pomyślałam też o Niallu, więc wzięłam jeszcze dwa pączki z nadzieniem czekoladowym. Wrzuciłam jeszcze do koszyka jakieś dwa batoniki i butelkę wody i poszłam za dziewczynami do kasy. 
Kiedy zapłaciłyśmy i spakowałyśmy jedzenie do torb podręcznych wróciłyśmy do hotelu, gdzie było już znacznie więcej osób, niż wcześniej. Była godzina 8:28 kiedy w holu pojawili się chłopcy.

-Hej - uśmiechnęłam się do Nialla, a on cmokną mnie w usta
-Jak to jest, że wy zawsze jesteście pierwsze? - spytał zarzucając mi rękę na ramię
-Byłyśmy w sklepie - wyjaśniłam - I zanim zapytasz, tak wzięłam ci coś do jedzenia - zaśmiałam się, a on ucałował moją głowę, mówiąc jak wspaniała jestem.

O 8:40 pod hotelem był już autobus. Zajęliśmy miejsca; na samym tyle siedzieli Matt, Harry, Charlie, Lily i Austin. Przed nimi po prawej stronie siedziałam ja i Niall, a po lewej Danielle i Liam. Przed nimi byli Zayn i Nicole, a przed nami siedzieli Eleanor i Louis. 
Zapowiadała się 12 godzinna podróż, na co zupełnie nie miałam ochoty. Przez trzy pierwsze godziny po prostu rozmawialiśmy i śmieliśmy się, później wszyscy zajęliśmy się jedzeniem, ponieważ wszyscy dostali za free od nauczycieli po kiełbasce i bułce. Później graliśmy w butelkę i śpiewaliśmy. Tak zleciało nam pierwsze sześć godzin. Kolejne cztery przespałam, a dwie ostatnie znów spędziliśmy na rozmawianiu i jedzeniu naszych rano kupionych rzeczy. 
W NY byliśmy o godzinie 21:15. Wyszliśmy z autobusu, a ja głośno odetchnęłam. Odebrałam od kierowcy swój bagaż i odeszłam na bok czekając na resztę. Moje serce dosłownie zatrzymało się, kiedy zobaczyłam idącego w moją stronę Danna. I nagle mój sen wrócił. Jego oczy miały ten sam błysk, włosy były tak samo ułożone, a uśmiech tak samo hipnotyzujący.

-Hej Jessie - uśmiechnął się podchodząc do mnie
-Co ty tu robisz? - spytałam zdziwiona
-Przyszedłem po ciebie. Nie chcę, abyś wracała sama tak późno - wytłumaczył, a ja trochę się zdenerwowałam. Wiem, że chciał dobrze, ale nie jestem małym dzieckiem!
-Mam z kim wracać - fuknęłam, co mogło zabrzmieć trochę nie miło.
-Oh, okej - zająkał się patrząc w moje oczy. Nagle obok mnie pojawił się Niall, który objął mnie ramieniem
-Co ty tu robisz? - powiedział ostro w stronę chłopaka
-Przyszedłem zobaczyć się z Jessie - odpowiedział mu grzecznie
-Um, ta jasne, Jess ma lepsze towarzystwo - dociął, a Dann zaczął się śmiać
-Jasne. Ciebie? Co ty w ogóle robisz? - wskazał na rękę, którą obejmował mnie Horan
-Przytulam swoją dziewczynę.
-Jessica nie daj się. Wiesz, jaki on jest. Wykorzysta cię i zostawi. Jesteś mądra i wiesz, że to zły pomysł - zwrócił się do mnie chłopak, a ja poczułam jak Niall zaciska pięść na pasku mojej torebki. 
-Spierdalaj - wysyczał, a Dann grzecznie odwrócił się mrucząc coś pod nosem

Niall odwiózł mnie do domu, ponieważ jego samochód przez te trzy dni stał na parkingu szkolnym. Podczas jazdy panowała dziwna cisza. Niall ciągle był spięty i nie wiem, czy chodziło mu o Danna, czy po prostu jest zmęczony. Oparłam głowę o szybę i przymknęłam oczy. Tak, ja zdecydowanie potrzebuję snu. Kiedy poczułam, jak samochód się zatrzymuje otworzyłam niechętnie oczy. Niall opierał się jedną ręką o kierownicę i patrzył na mnie, uroczo się uśmiechając. Ziewnęłam i odwzajemniłam jego uśmiech, przy okazji prostując się.

-Nie chcę jutro iść do szkoły - fuknęłam, a on się zaśmiał
-To nie idź - wzruszył ramionami - Ja też nie idę.
-Dlaczego? - spytałam krzyżując ręce na klatce piersiowej
-Bo jutro są chrzciny mojego chrześniaka Theo. O ósmej mam samolot do Irlandii. 
-Oh, okej - uśmiechnęłam się lekko
-Wiesz... Chyba, że wezmę Cię ze sobą - zaproponował, a ja szeroko otworzyłam oczy
-Niall chrzciny to rodzinna uroczystość, co powie twoja rodzina?
-Nic, chyba mogę wziąć ze sobą swoją dziewczynę - podkreślił dwa ostatnie wyrazy, a mi zrobiło się tak jakoś miło - Z resztą to będzie dość spora uroczystość, bo razem z urodzinami mojego brata, więc myślę, że się nie pogniewa - uśmiechnął się do mnie - To jak?
-Nie wiem, Niall. - westchnęłam - Bardzo bym chciała, ale najpierw musisz spytać swojego brata, czy nie będzie miał nic przeciwko.

Chłopak w jednej chwili wybrał telefon z kieszeni i odblokował go. Przejechał jeszcze kilka razy palcem po ekranie i położył telefon na swoich kolanach. Po chwili usłyszeliśmy pierwszy sygnał. Domyśliłam się, że dzwoni do swojego brata. To wydawał się być świetny pomysł, ale ja okropnie się stresuję przed takimi rzeczami, no bo halo... To jego rodzina!

-Tak? - usłyszeliśmy męski głos z telefonu, a ja się spięłam
-Siema stary. - przywitał go Niall
-A tylko powiedz, że nie dasz rady przyjechać, to cię zatłukę - jękną, a blondyn się zaśmiał
-Spokojnie, będę. Słuchaj mam pytanie. Mógłbym zabrać ze sobą dziewczynę?
-Głupi jesteś? Oczywiście, że tak! W ogóle, od kiedy ty masz dziewczynę? Niall zaskakujesz mnie - śmiał się, a ja się rozluźniłam. Jego brat wydaje się być w porządku. 
-Bardzo śmieszne - prychną chłopak
-O której będziecie?
-Dziesiąta
-Msza zaczyna się o 14, więc przygotuj się na to, że cię wykorzystam do pomocy.
-Jestem na to nastawiony - zaśmiał się, po czym powiedział, że musi kończyć 
-I co? Mówiłem, że nie będzie miał nic przeciwko - uśmiechną się
-Okej. Będzie tam dużo ludzi? - spytałam bawiąc się swoimi palcami
-Nie mów, że się denerwujesz - zaśmiał się
-To dziwne? - spytałam podnosząc wzrok, aby spojrzeć w jego oczy
-Myślę, że nie.
-Ugh zostaje jeszcze kwestia mojej mamy - mruknęłam
-Oj weź, zgodzi się. Poza tym jak moja mama dowie się od Grega, że mam dziewczynę i miałem przyjechać z nią, to sama przyjdzie do ciebie do domu i będzie namawiać twoją mamę - zaśmiał się
-Woah, aż tak się ucieszy?
-Tsa, wiesz nigdy nie miałem dziewczyny, podejrzewali nawet, że jestem gejem - prychnął, a ja się zaśmiałam
-Dobrze, że nim nie jesteś. O której mam być na lotnisku?
-Przyjadę po ciebie z moją mamą, bo ona też leci. Będziemy o 7, bo o 8 mamy już samolot. W Irlandii będziemy ok. 10, bo strefy czasowe i tak dalej.
-A kiedy wracamy?
-W sobotę o piętnastej będziemy już w NY
-Okej, pogadam z mamą i napiszę - uśmiechnęłam się

Wysiedliśmy z samochodu, a Niall wybrał z bagażnika moją walizkę. Podziękowałam mu i obiecałam, że zaraz po tym, jak porozmawiam z mamą zadzwonię do niego. Chłopak przyparł mnie do tyłu jego auta i pocałował  długo, ale delikatnie, co było niesamowite. Pożegnaliśmy się jeszcze raz krótkim buziakiem i poszłam do domu. Zdjęłam swoje conversy i weszłam do salonu, gdzie moja mama wraz z Bellą oglądały kreskówki, leżąc pod kocem na kanapie. 

-Jessie! - krzyknęła mała i podbiegła do mnie. Wzięłam ją na ręce, a ona oplotła moją szyję swoimi rączkami
-A pani nie powinna już spać? - spytałam uśmiechając się do niej
-Jak przeczytasz mi książkę, to pójdę.
-Okej, to leć. Przebierz się w piżamkę i umyj ząbki, ja zaraz przyjdę.

Postawiłam ją i zanim się obejrzałam już biegła schodkami na górę. Zaśmiałam się i usiadłam na kanapie obok mamy.

-Jak było? - spytała ściszając telewizor
-Świetnie - uśmiechnęłam się
-Co ciekawego robiliście?
-Byliśmy w muzeum, delfinarium, Sears Tower i mieliśmy też czas wolny na Mag Mile
-Właśnie widzę - rodzicielka wskazała na bransoletkę znajdującą się na moim nadgarstku - Musiała kosztować okropnie dużo
-Tak, dostałam ją od Nialla - uśmiechnęłam się
-Z jakiej okazji? - spytała podnosząc na mnie wzrok
-Bez okazji - wzruszyłam ramionami
-Czy wy... - zaczęła patrząc na mnie z uśmiechem
-Tak - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, a ona mocno mnie przytuliła, mówiąc, że się cieszy
-I mam do ciebie sprawę
-Mam się bać? 
-Może odrobinkę - zaśmiałam się - No bo jutro są chrzciny chrześniaka Nialla i on zaprosił mnie, żebym z nim pojechała
 -Dobrze, nie ma sprawy.
-Mamo, ale to w Irlandii - dopowiedziałam, a ona spojrzała na mnie
-Jessie - mruknęła
-Oh no weź - jęknęłam - Lecimy samolotem z jego mamą, nic mi nie będzie. Zatrzymamy się w domu jego brata. 
-O której macie ten samolot?
-Jutro o ósmej rano. W domu byłabym w sobotę jakoś o 15.
-Nie jestem co do tego przekonana - westchnęła
-Okej, no ale dlaczego? Niall już nawet rozmawiał ze swoim bratem, że będę. Przecież będą jego rodzice, brat z żoną i synkiem i reszta jego rodziny, wszystko będzie dobrze - uśmiechnęłam się
-Dobrze, pod warunkiem, że zajmiesz się Bellą w niedziele rano
-Boże! Okej, tak - powiedziałam ucieszona - Dziękuję
-Nie masz za co. Leć się lepiej pakuj bo jest po 22. 

Poszłam do Belli i powiedziałam jej, że jadę na trzy dni. Dałam jej swój laptop i włączyłam bajkę, a sama poszłam się pakować. Wybrałam ubrania na chrzciny Theo, na piątek i na sobotę. W między czasie zadzwoniłam do Nialla, aby powiedzieć mu, że mogę jechać. Dopakowałam jeszcze czystą piżamę. O 23 byłam już umyta i przebrana. Wzięłam laptopa od Belli, która już spała i odłożyłam go na moje biurko. 

***

Otworzyłam szeroko oczy i wzięłam do ręki telefon. Podniosłam się do pozycji siedzącej, kiedy zobaczyłam, że mój budzik nie zadzwonił i jest już 6:30. Okej, czyli dzisiaj mam poznać rodzinę Nialla, mogę umierać?
Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Zrobiłam dokładny, ale szybki makijaż i wyprostowałam włosy. Ubrałam się w czarne wzorzyste leginsy i białą koszulę na ramiączkach. Wyszłam z łazienki chowając kosmetyczkę do walizki i zeszłam z nią na dół. 


-Cholera - jęknęłam, kiedy zobaczyłam, że Niall jest już pod domem. Jest godzina 6:50, więc jest wcześniej, niż się zapowiadał
-Co się stało? - spytała moja mama, która była już ubrana i w spokoju piła kawę przeglądając gazetę
-Niall już jest ze swoją mamą, a ja jeszcze nie jestem gotowa - jęknęłam szukając swojej czarnej ramoneski.
-To zaproś ich do środka - zaproponowała moja mama, a ja niemal od razu wyczułam jak bardzo podekscytowana jest

Wyjęłam telefon i napisałam smsa do Nialla. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko przejrzałam się w lustrze, na co moja mama się zaśmiała i pobiegłam do drzwi.

-Cześć, dzień dobry - przywitałam się i wpuściłam ich do środka

Moja mama i mama Nialla rozmawiały sobie siedząc w kuchni, a ja szybko odnalazłam kurtkę, buty, telefon, portfel i wszystkie te rzeczy, które były mi potrzebne. Założyłam buty i kurtkę i weszłam do kuchni informując wszystkich, że jestem gotowa.

-To do zobaczenia Alice - powiedziała mama Nialla przytulając lekko moją rodzicielkę. Okej, wydaje się, że się lubią
-Pa, miłej podróży! Jessie mówiłaś dla Belli że jedziesz, prawda? - spytała moja mama
-Tak, oczywiście. W razie jakby marudziła powiedz jej, że zabiorę ją w niedzielę do Zoo - przytuliłam ją, po czym wyszliśmy z domu.

Jazda samochodem była krótka, ponieważ mieszkam dość blisko lotniska. Niemal od razu wywołali nasz lot, więc skierowaliśmy się do bramek, a o 8 siedzieliśmy już w samolocie. Od lewej strony siedziała mama Nialla, potem ja, następnie Niall i jakaś dziewczyna, która dziwnie patrzyła na Nialla. Po chwili on obrócił głowę w lewą stronę i zobaczył uśmiechającą się do niego blondynkę.

-Niall? - spytała nagle, a on otworzył szeroko oczy
-Czekaj... Natasha? - spytał zdziwiony skanując ją wzrokiem
-Tak, miło że pamiętasz - znów uśmiechnęła się i muszę przyznać, że jest bardzo ładna
-Bardzo się zmieniłaś.
-Tak, schudłam 15 kilogramów, urosłam trochę, oh i pofarbowałam włosy - wskazała przejeżdżając dłońmi po wyprostowanych blond kosmykach
-Widzę - uśmiechnął się do niej, a ja poczułam się... zazdrosna?

Przez całą dalszą podróż wysłuchiwałam jak to wspaniale im było w Irlandii. Wspominali stare czasy, w których ja nie znałam Nialla i nie miałam pojęcia o czym mówią. Na koniec podróży dziewczyna zaproponowała, że spotkamy się w piątek wraz z resztą przyjaciół Nialla. W trzy dni mam poznać całą rodzinę Horana i na dodatek jego przyjaciół. Żartujecie sobie ze mnie?
Kiedy wylądowaliśmy w Irlandii była godzina  10:12. Przeszliśmy na przystanek autobusowy, którym mieliśmy dojechać do Mullingar.
Przespałam prawie całą drogę. Przebudziłam się jakieś 10 minut przed końcem podróży. Ziewnęłam głośno zasłaniając usta, co wywołało śmiech chłopaka. Przewróciłam na niego oczami, bo... Jak z dzieckiem. Kiedy zatrzymaliśmy się na podjeździe był brat Nialla.

-Cześć, jestem Greg - uśmiechnął się do mnie miło
-Jessie - odwzajemniłam uśmiech i wsiadłam do auta obok blondyna.
-Jak minęła podróż? - spytał chłopak
-Dobrze - odpowiedziała ich mama, która całą drogę w samolocie jak i w autobusie spała.
-Jesteśmy - zawołał Greg parkując na podjeździe ładnego domku

Wzięliśmy swoje bagaże i poszliśmy do domu. Przywitała nas piękna blond kobieta z uroczym chłopczykiem, którego trzymała na rękach.

-Cześć! Jestem Denise - podeszła do mnie lekko przytulając - Musisz być Jessie!
-Tak, to ja - uśmiechnęłam się do małego chłopczyka
-Oh to jest Theo - przedstawiła mi malucha, który teraz z ciekawością mi się przyglądał
-Jest uroczy - stwierdziłam kiedy zaczął się śmiać

Weszliśmy do salonu, gdzie malucha odebrała mama Nialla. Usiedliśmy na kanapach, jedynie Denise przeprosiła nas i powiedziała, że musi robić jedzenie. Mój chłopak bawił się z Theo i to wyglądało tak uroczo! Nic nie mówiąc wstałam z kanapy i poszłam w stronę kuchni, która znajdowała się zaraz za rogiem.

-Może ci w czymś pomóc? - spytałam Denise, poprawiając swoją koszulę
-Nie, nie... Albo jak już jesteś! Mogłabyś pokroić mi ogórka do sałatki? - spytała trochę niepewnie
-Tak, jasne - uśmiechnęłam się do niej, na co myślę, że jej ulżyło
-Skąd jesteś? Bo chyba nie USA.
-Skąd wiesz? - spytałam zaciekawiona
-Akcent - uśmiechnęła się
-Oh tak. Urodziłam się w Polsce, ale jak byłam już trochę starsza przeprowadziłam się do Londynu, a następnie do Nowego Jorku - wytłumaczyłam, a ona pokiwała głową ze zrozumieniem
-Masz może pomysł na coś dobrego do jedzenia? Jakaś przekąska, no nie wiem. Może kojarzysz jakieś przepisy?
-Jeśli chodzi o przekąski, to moja mama zawsze robiła nadziewane papryczki. Jedyne co mi przychodzi na myśl - powiedziałam myśląc, czy aby nie kojarzę jeszcze czegoś
-Uuu brzmi fajnie! Jak to się robi?
-Potrzebne są papryczki chili okrągłe, a na farsz to co tylko sobie wymarzysz. Moja mama zawsze robiła z oliwkami, suszonymi pomidorami i serem fetą - mówiłam przesypując pokrojonego ogórka do miski.
-Wydaje się być okej, możemy spróbować - zachęciła mnie, a ja skinęłam głową
-Myślałem że mi zwiałaś - powiedział Niall przytulając mnie od tyłu i całując w policzek, na co szeroko się uśmiechnęłam
-Aż tak zły chyba być nie możesz - zaśmiał się Greg - A czekaj... Możesz.
-Co robicie? - spytał blondyn ignorując komentarz swojego brata
-Coś pysznego - przygryzłam lekko wargę, kiedy chłopak ułożył swoje ręce na moim brzuchu pod koszulką. Na szczęście nikt tego nie widział, ponieważ Greg poszedł do Theo, a Denise zmywała naczynia, więc stała do nas tyłem.
 -Denise! - zawołała mama Nialla, a dziewczyna przeprosiła nas na chwilę i wyszła z kuchni.

Chłopak obrócił mnie przodem do siebie i  mocno wbił się w moje usta. Niemalże od razu oddałam jego pocałunek zaplatając ręce na jego szyi. Nagle zjechał rękoma z mojego brzucha na tyłek i mocno go uszczypnął. Zamruczałam w jego usta i poczułam jak się uśmiecha.

-Niall - jęknęłam cicho w usta chłopaka
-Mhmm - mruknął
-Niall proszę nie tutaj...
-Dlaczego? - spytał ciągle pogłębiając pocałunek
-Twoja rodzina jest w pokoju obok - westchnęłam odrywając się od chłopaka
-Wieczorem Ci nie odpuszczę - szepną do mojego ucha i ostatni raz ucałował moje usta

Kiedy skończyłam kroić fetę Niall ciągle przytulał mnie od tyłu, a ja czułam się wspaniale! Nagle do kuchni weszła Denise, a zaraz za nią wszedł mężczyzna, jak na moje oko ma ze dwadzieścia kilka lat. Jest nie dużo wyższy od Nialla i ma krótkie, brązowe włosy. Obok niego szedł podobny do niego mężczyzna, może trochę niższy. Za nimi szły trzy dziewczyny. Jedna - blondynka, wyglądająca na jakieś 28-30 lat niosła na rękach małą dziewczynkę, która miała może z pięć lat. Kolejna dziewczyna wyglądała na trzydzieści lat i miała ciemnobrązowe włosy. Ostatnia osoba w pomieszczeniu, czyli blondynka w kręconych włosach, wyglądająca na najmłodszą, oczywiście poza mną i małą dziewczynką, która teraz podbiegła do Nialla ciągnąc go za koszulkę. Uśmiechnęłam się do niej w dół, a Niall niechętnie zabrał swoje ręce z moich boków i przytulił brunetkę.

-Cześć, jestem Aoife - przytuliła mnie lekko blondynka - To jest moja córeczka Laoise. - wskazała na dziewczynkę stojącą obok
-Jestem Jessie, cześć Laoise - odmachałam do dziewczynki i spojrzałam na kolejną osobę stojącą obok mnie
-To jest Katie - powiedziała Denise - To Emma, a to Willie i Stephen. Idźcie do salonu, ja skończę tu wszystko - uśmiechnęła się do mnie, a ja pokiwałam głową
-Przestań, pomogę ci - machnęłam ręką
-Denise da radę - jękną Niall
-Hej. Już do widzenia, panu podziękujemy - zaśmiałam się dźgając go w bok.
-Dużo wam jeszcze zostało? - spytał Greg, a Denise się zaśmiała
-Jak wy marudzicie! Już chyba Laoise by tak nie jęczała, nie Lao? - skinęła w stronę dziewczynki
-Tak, ja też pomogę!
-Kochanie, ale tu już wszystko porobione - Mama pogłaskała dziewczynkę po włosach
-A ja chciałam pomóc bardzo - jęknęła zasmucona - Ja bardzo chcę pomóc...
-Co by ci tu... - rozmyśliła się Denise patrząc na szeroko uśmiechniętą brunetkę
-Chodź, pomożesz mi - przerwałam ciszę widząc, że kobieta nic nie może wymyślić.

Przystawiłam stołek do blatu, przy którym aktualnie kroiłam suszone pomidory. Dziewczynka stanęła na stołku i patrzyła zaciekawiona na to, co robię.

-Co to jest? - spytała zaciekawiona
-Suszone pomidory - odpowiedziałam krojąc już ostatni kawałek - Okej, teraz zobacz. Bierzesz papryczkę - wzięłam do ręki wspomnianą rzecz, a mała powtórzyła moje ruchy. - teraz weź kawałek fety i włóż go w papryczkę. To samo potem robisz z pomidorami i oliwkami - wytłumaczyłam, a dziewczynka coraz lepiej sobie radziła.

Nie zauważyłam nawet kiedy wszystkie przekąski wraz ze stołem w jadalni były gotowe. Denise zaproponowała, że ona wszystko dokończy, a ja pójdę się przebrać, ponieważ zaraz zjedzie się reszta rodziny jej jak i Horanów. W salonie poznałam dwie ciocie i dwóch wujków Nialla, którzy byli bardzo mili.
Blondyn wziął nasze walizki i zaprowadził nas do jego pokoju. Weszłam do pomieszczenia rozglądając się dokładnie. Po prawej stronie pod ścianą stało dwuosobowe łóżko, po lewej biórko, a zaraz obok drzwi spora szafa. Wszystkie ściany przyozdobione były różnymi plakatami starych kapel.
Niall wybrał ze swojej walizki czarne rurki, czerwoną koszulę w kratkę i czarną marynarkę. Ja podeszłam do swojej i wzięłam kremowe rurki, białą koszulę na ramiączkach i żakiet w kolorze ecru. Niall zdjął swój t-shirt i zaczął zakładać koszulę, a ja nie mogłam oderwać wzroku od jego torsu.

-Halo - pomachał ręką śmiejąc się
-No bo.. ugh to twoja wina. Nie wiesz, że przy dziewczynach się tak nie robi? - spytałam zakładając ręce na klatce piersiowej
-Yhym, jasne, będę pamiętał - puścił do mnie oczko, a ja przewróciłam oczami
-Gdzie jest łazienka? - spytałam zdezorientowana
-Wstydzisz się mnie? - spytał łapiąc się za serce, udając że go uraziłam

Nie odpowiedziałam, więc po chwili znalazł się obok mnie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.

-Po prostu chciałam jeszcze poprawić makijaż - wzruszyłam ramionami
-Okej. - westchnął - Drzwi po lewej
-Dziękuję - uśmiechnęłam się dając mu szybkiego całusa

Po wejściu do łazienki zakluczyłam się i zdjęłam ubrania. Szybko założyłam czyste rzeczy i poprawiłam makijaż. Gotowa po jakiś niecałych 10 minutach wróciłam do pokoju Nialla.


Chłopak leżał na łóżku przeglądając swój telefon. Kiedy zobaczył, że już jestem, podniósł się poprawiając koszulę. Zeszliśmy na dół do salonu, gdzie znajdowało się pięć nowych osób. Okazało się, że byli to rodzice Denise i jej dwie kuzynki. O 14:30 wyszliśmy z domu, ponieważ o 15 są chrzciny Theo. Uzgodniliśmy, że z Denise i Gregiem pojadę jeszcze ja, Niall, Aoife z Laoise, Stephen i Willie, ponieważ oni mają siedmioosobowy samochód, Laoise będzie na kolanach Aoife, a Theo u Denise.
Greg i Denise zajęli miejsca z przodu, za nimi dwa kolejne zajęłam ja i Niall, a reszta usiadła z tyłu. Wyjechaliśmy jako pierwsi, a reszta ruszyła zaraz za nami. Pod kościołem ma być reszta gości, co wcale mnie nie cieszy, ponieważ jestem osobą, która bardzo się denerwuje.

Nie zorientowałam się kiedy ceremonia się zakończyła, a my byliśmy z powrotem w domu. Wszyscy zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.

***

Około godziny drugiej w nocy wszyscy zaczęli wracać do swoich domów. Kiedy pomogłam Denise i mamie Nialla posprzątać poszłam do pokoju chłopaka, który leżał w ubraniach na łóżku. Położyłam się obok niego i mocno pocałowałam. Chłopak chwycił mnie za pośladki i położył na swoim torsie tak, że moje nogi były po jego bokach. Po kilku minutach całowania się Niall przełożył nas tak, że teraz to on był na górze. Zaplotłam ręce na jego szyi, a on zjeżdżał swoimi dłońmi z mojej twarzy coraz niżej. Zdjął moją marynarkę i koszulę i odrzucił w kąt pokoju. Zaczął całować mój brzuch i ugniatać piersi, a ja już wiedziałam do czego to prowadzi. Niestety mój rozsądek aktualnie wziął sobie wolne i nie zatrzymał mnie przed tym co miałam zamiar zrobić. Rozpięłam koszulę chłopaka i ułożyłam ręce na jego torsie. Chłopak zjeżdżał pocałunkami w dół, aż dotarł do spodni. Szybkim ruchem ściągnął je, więc leżałam przed nim tylko w staniku i majtkach. Wrócił do moich ust, ugniatając dłońmi piersi. Kiedy siedział na mnie okrakiem idealnie czułam wybrzuszenie w jego spodniach, co sprawiało, że denerwowałam się coraz bardziej.

-Niall ja nie wiem - powiedziałam w jego usta, a on przestał na chwilę mnie całować
-Nie martw się - uśmiechnął się do mnie - Chcę, abyś była na to gotowa, nie musimy robić tego tak od razu.
-Ale... Nie o to chodzi. - jęknęłam zażenowana - Ja chcę, ale... To głupie. - westchnęłam, a chłopak lekko musną moje usta
-To nie jest głupie. Jessie co jest? - spytał patrząc głęboko w moje oczy
-Boję się - wyszeptałam, a on przytulił mnie mocno
-Hej mówiłem, żebyś się nie martwiła, jeśli nie jesteś gotowa...
-Ja nie wiem, czy jestem... Po prostu... Ugh chcę, ale się boję, okej? - wytłumaczyłam patrząc na niego
-Kochanie. Wiesz, że będę bardzo delikatny, prawda? Nie pozwoliłbym nikomu ciebie skrzywdzić, a tym bardziej sam bym tego nie zrobił - złożył pocałunek na mojej głowie
-Wiem Niall. Okej, zróbmy to - stwierdziłam pewna swoich słów
-Jess to ważna rzecz, jesteś pewna, że nie będziesz tego żałować? - spytał niepewnie patrząc w moje oczy
-Przestań gadać - skarciłam go całując jego idealne usta

 Niall znów górował nade mną, co sprawiło, że znów poczułam jego podniecenie. Pomogłam mu w rozpięciu rozporka i zsunął swoje spodnie wraz z bokserkami. Pocałował mnie szybko w usta i podszedł do biurka szperając w szufladzie zamkniętej na kluczyk. Po chwili wrócił do mnie z założoną już prezerwatywą i znów zaczął całować moje usta.

-Będzie bolało, więc jak nie dasz rady i będziesz chciała, abym przestał to powiesz, prawda? - spytał patrząc głęboko w moje oczy, na co nerwowo skinęłam głową

Kilka sekund później czuję, jak delikatnie wciska się we mnie. Zaciskam mocno oczy i próbuję skupić się na całowaniu jego ust. Wsuwa się jeszcze głębiej, a ja czuję nieprzyjemny ból.

-W porządku? - spytał przez pocałunek, a ja skinęłam głową

Ból był niesamowity. Dosłownie czułam jak do moich oczu zbierają się łzy kiedy powoli się ruszył.

-Chcesz abym przestał? - spytał widząc ból wypisany na mojej twarzy
-Nie - jęknęłam cicho, zaciskając zęby
-Jessie proszę mów naprawdę, chcesz żebyśmy skończyli? - spytał przestając na chwilę z całowaniem i spojrzał w moje oczy. Widziałam strach i niepokój wypisany na jego twarzy. Musiał najwidoczniej zauważyć łzy w moich oczach. - Nic się nie stanie jeśli chcesz abym przestał, okej? Pamiętaj że bardziej zależy mi na tobie, niż na tym.

Skinęłam głową i wróciłam do całowania jego ust. Zaczęliśmy to, więc skończymy. Teraz gdy wiem jaki to ból chcę mieć to za sobą, ponieważ później będę przekładać to w nieskończoność. Chłopak powoli i delikatnie zaczął wypychać biodra, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Zacisnęłam mocno oczy czując jak Niall nieco przyspiesza.

-Jest okej? - pyta kolejny raz i bardzo się cieszę, że bierze to na poważnie i martwi się o mnie.
-Yhym - jęknęłam

 Nagle chłopak przestał się we mnie poruszać i mocno przycisnął usta do moich. Po chwili Niall unosi się i delikatnie i powoli wysuwa ze mnie. Zaciskam powieki czując okropny ból. Blondyn ułożył się obok mnie i mocno przytulił, a ja schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi.

-Jak się czujesz? - spytał zaraz po tym, kiedy zdjął prezerwatywę i wyrzucił ją do kosza
-Um. Jest okej - uśmiechnęłam się słabo, a on ucałował moje czoło - Okropnie boli mnie brzuch - westchnęłam, ponieważ naprawdę czułam, że zaraz eksploduję z bólu
-Wiedziałem, że to nie był dobry pomysł - westchnął patrząc w moje oczy
-Nie podobało ci się? - spytałam, chociaż wiedziałam, że nie jestem w tym dobra, więc miał pewnie o wiele lepsze przeżycia z innymi dziewczynami
-Cholera, oczywiście że mi się podobało. Jesteś cudowna, wiesz? - powiedział, po czym ucałował moją głowę. Okrył nas szczelnie kołdrą i przytulił mnie do siebie. W tej chwili nawet ból nie miał znaczenia. Miałam jego.

#RockMePL

Od autorki: To był chyba najtrudniejszy rozdział do napisania. Serio, jestem kiepska w takich rzeczach (If you know what I mean :D) Przepraszam, że tak długo czekaliście na rozdział, ale niedługo u mnie wystawiają oceny, a ja mam cztery zagrożenia. CZTERY! Nie wiem, jak to wyciągnę :( Jest ciężko, ale naprawdę robię wszystko co w mojej mocy, aby nie zaniedbywać tego bloga. Kocham was mocno i dziękuję za ponad 2000 wyświetleń! ♥ / Zuza :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz